HAMBURG – MOJA INSPIRACJA DO ODKRYWANIA NIEMIEC

Hamburg – drugie pod względem liczby ludności miasto w Niemczech. Według oficjalnych danych miasto porównywalne do Warszawy, jeśli chodzi o populację.

Jest to jednak miejsce inne niż Warszawa. Zdecydowanie bardziej spokojne, ciche i żyjące wolniej. Cisza wynika pewnie z większej liczby rowerów na ulicy, a co za tym idzie – mniejszej liczby i prędkości samochodów. Do każdej możliwej barierki i płotu przyczepionych było przynajmniej kilka rowerów. Kluczyliśmy pięknymi hamburskimi uliczkami i z każdym krokiem zachwycaliśmy się coraz bardziej. Nie mogliśmy wyjść z podziwu nad pięknem zadbanych i odnowionych kamienic. W dużych polskich miastach takich perełek architektury jest zazwyczaj kilka, tam – całe ulice były nimi ozdobione. Pomijam już ścisłe centrum zachwycające pięknym Speicherstadt oraz magicznie wyglądający po zmroku port, który trochę przytłoczył mnie za dnia swą wielkością i ogromem maszyn. Tym, na co w Hamburgu zwróciłam uwagę najbardziej była spora ilość klimatycznych sklepików z książkami, ręcznie robionymi i designerskimi rzeczami. Dotarło do mnie, że takie miejsca tworzą przyjazną przestrzeń i dają poczucie bycia bliżej lokalnej społeczności.

Do Hamburga pojechaliśmy, by przebiec półmaraton. I tu pojawiło się kolejne miłe zaskoczenie – atmosfera biegu.

Początkowo wydawało mi się, że w tłumie biegaczy czekających na start półmaratonu da się wyczuć napięcie. Nie czułam znanego mi z innych biegów podniecenia podsycanego gwarą i śmiechem. Pomyślałam, że to efekt słynnego zdystansowania i lekkiego zesztywnienia Niemców. Nic bardziej mylnego! Gdy tylko rozpoczął się bieg całkowicie zmieniłam zdanie! Przebiegłam już w swoim życiu dobre kilka biegów, ale ten był zdecydowanie najlepszy pod kątem atmosfery i kibiców. Na całej trasie stały tłumy ludzi wiwatujących, z transparentami, przybijającymi biegaczom piątki. Część tych osób widziałam podczas biegu kilka razu, co znaczy, że przemieszczali się razem z biegaczami, by kibicować swoim najbliższym. Na twarzach tych ludzi widać było autentyczną radość, a nic nie daje takiego kopniaka energetycznego, jak porządnie przybita „piątka” z uśmiechniętym gapiem 😉 Myślę, że chciałabym kiedyś jeszcze pobiegać w jakimś pięknym Niemieckim mieście.

Hamburg stał się dla mnie źródłem inspiracji i silnym bodźcem, by otworzyć się na naszego zachodniego sąsiada. Poznać go i odkryć z różnych perspektyw. Jest kilka miejsc, które w Niemczech na mnie czekają 🙂

M.

***

Hamburg – due to population second city in Germany. According to official data – a city comparable to Warsaw due to number of people.

But this place is different than Warsaw. Much more quiet, calm and with slow life approach. A silence might be a result of impressive number of bikes, and – smaller number and speed of cars, as an effect. To every barrier or fence there were at least few bikes attached. We were weaving by beautiful hamburger streets and with every step we were more delighted. We couldn’t be lost in admiration on beauty of trim and restored tenements. In Polish big cities we’ve got just a few architecture pearls like these, there – all streets were patterned by them. I skip the city center with marveling Speicherstadt and magic after dark port, which was quite overwhelming during the day because of its enormity. Something, which I’ve paid attention to in Hamburg was a number of small charming stores with books, hand made and designers things. It came to my mind that these places create friendly space and give you a feeling of being closer to locals.

We visited Hamburg to run half marathon. And here we’ve got another surprise – atmosphere of a run.

At the beginning it seemed to be a quite tension in the crowd of runners. I couldn’t feel excitement connected with din and laugh, which I’ve known from another runs. I thought it’s an effect of famous distance and stiffness of Germans. Nothing more mistaken! When the run has started I’ve completely changed my mind! I’ve run in my life few runs, but this one was the best considering atmosphere and supporters. Along all route there were crowds of cheered people, with banners, giving runners a „five”. Some of them I’ve noticed few times during a race – it means that they were moving with runners to cheer their closest. At their faces I’ve seen true joy, and nothing gives you more power than „high five” with with smiling „fan” 😉 I think I’d like to run in a German city again some day.

Hamburg became for me a source of inspiration and strong encouragement to open myself to our western neighbor. Get to know it and discover from different perspectives. There are few places in Germany, which are waiting for me 🙂

M.

Dodaj komentarz