ISRAEL, SHALOM!

Pod koniec 2016 w poszukiwaniu Słońca trafiłam do Izraela. A właściwie – trafiłyśmy. Cztery nie do końca emocjonalnie poskładane osobowości, cztery różne wizje świata i cztery dziewczyny, które dawno nie miały tyle powodów do śmiechu :)

Możnaby wspominać ten wyjazd zgodnie z chronologią, ale nie chcę w ten sposób. Muszę zacząć od tego, co zrobiło na mnie największe wrażenie.

Po pierwsze – Pustynia Negew i krater Ramon.

Piękna, ogromna i… pusta przestrzeń. Powierzchnia, której nie da się objąć wzrokiem, pokryta pomarańczowymi skałami i wielokolorowym piaskiem. Miejsce, gdzie zapomniałam o upływającym czasie. Mogłabym iść przed siebie godzinami. Niesamowite wrażenie robi wschód Słońca na pustyni. Słońce wychylające się leniwie zza horyzontu nad samym kraterem budzące do życia górskie kozice. Polecam – naprawdę warto przeżyć coś takiego! Kolejny wyjazd, który uświadomił mi, że potrafię docenić piękną architekturę czy wyśmienitą kuchnię, ale to do czego ciągnie mnie najbardziej to dzika natura, miejsca w jak najmniejszym stopniu naruszone przez człowieka.

Po drugie – Jerozolima – miejsce, które warto zobaczyć niezależnie od wyznania.

Piękne miasto, pełne jakiejś niesamowitej energii. Miałam ciarki, gdy zobaczyłam Żydów modlących się pod Ścianą Płaczu. Modlących się całymi swoimi ciałami, jakby świat wokół nie istniał.

Po trzecie – Izraelska kuchnia – czyli nie tylko hummus czy falafel.

Smakowite przyprawy, dużo warzyw. Wszystko kolorowe i poprostu przepyszne. Nigdy nie zapomnę trzech smaków Izraela: wyciąganego prosto z pieca sambosaka z serem, szakszuki zaserwowanej nam przez gospodarzy hostelu w Mitzpe Ramon i chrupiącej pity z sezamem w starej Jafie.

Po czwarte – Sylwester, który trwał jakieś… 10 sekund.

A właściwie mniej – trzy fajerwerki i przyspieszone odliczanie do wypicia szampana. Za to.. powitanie Nowego Roku na plaży – coś cudownego i wartego zapamiętania! :) a zamiast wielkiej fety – chodzenie po Tel-Avivie i głośne śpiewanie „Czerwonych korali” i innych polskich hitów. Z całego serca rekomenduję! :)

I na koniec sam Tel-Aviv. Miasto nie zrobiło na mnie tak dużego wrażenia, jak się spodziewałam. Najładniejsza część miasta to stara Jafa no i, oczywiście, plaża (chyba zawsze będą podobały mi się miasta nad morzami).

Dziewczyny! Dziękuję Wam za ten czas! Za nasze śmiechy, rozkminy i dywagacje. A Tobie, Mroczi – za bycie naszym przewodnikiem po Twoim ukochanym kraju. Dzięki Tobie nasze słowniki wzbogaciły się o kilka dodatkowych słów: ken, lo, gadol, sababa i moje ulubione „yala! yala! habibi!” :)

To było dobre rozpoczęcie roku 2017!

M.

1

FullSizeRender

FullSizeRender_1

FullSizeRender_2

FullSizeRender_3

FullSizeRender_4

FullSizeRender_6

FullSizeRender_7

FullSizeRender_8

FullSizeRender_9

FullSizeRender_11

FullSizeRender_12

FullSizeRender_14

FullSizeRender_15

FullSizeRender_16

IMG_9762

***

At the end of 2016 I’ve visited Israel as a reason of looking for the Sun. To be more specific – WE’ve visited. Four not completely emotionally filed personalities, four different visions of the world and four girls, who haven’t so many reasons to laugh for a long time :)

I could recall that trip with timeline, but I don’t want to do this that way. I have to start from things, which were the most impressive for me.

First of all – the Negev Desert and the Ramon Crater.

Beautiful, huge and… empty space. An area, impossible to encompass, covered by orange rocks and multicolour sand. A place, where we forget about running time. I could just walk ahead hours and hours. And sunrise on a desert – it is amazing! The Sun lazily leaning out of the horizon over the crater, which wakes up ibexes. I strictly recommend – it’s worth to experience something like that! That was another trip, which confirmed, that I appreciate beautiful architecture and delicious cuisine, but a wild nature is something which attracts me the most. Places untouched by human.

Second of all – Jerusalem – a place, which everybody should see, no matter of religion.

Beautiful city with some incredible energy. I’ve had shivers, when I saw Jewish people praying in front of Wailing Wall. Praying by all their bodies, as if there was no world around.

Third of all – cuisine – that is not just hummus or falafel.

Tasty seasonings, a lot of different veges. All of it colorful and just delicious. I will never forget three tastes of Israel: cheese sambosak from a street oven, shakshouka in Mitzpe Ramon hostel and crusty pita with sesame in old Jafa.

Fourth of all – New Years Eve, which lasted something about… 10 seconds.

To be more specific – three fireworks and reved up counting to champagne time. But… saying hello to the new year on the beach – something wonderful and worth to remember! :) and instead of big party – walk in Tel-Aviv singing Polish songs :) strictly recommend! :)

In the end – Tel-Aviv. That city wasn’t as impressive as I’ve expected. The prettiest part of the city is old Jafa and, of course – the beach (I will always love beach and seaside).

Girls! Thank you so much for that time! For our laughs, sharing thoughts and discussions. And you, Mroczi – for being an amazing guide in your beloved country. Thanks to you we know few words more: ken, lo, gadol, sababa and my favourite „yala! yala! habibi!” :)

It was a good start of 2017!

M.

Dodaj komentarz