MAGICZNY WSCHÓD, CZYLI MOJA PIERWSZA WYPRAWA ROWEROWA

Na początku był Pomysł. By pojechać do Lwowa. Każde z nas chciało zobaczyć to miasto. Potem padła propozycja, by dostać się tam inaczej niż samolotem. A dokładniej – na rowerze. W ten sposób rozpoczęliśmy przygotowania, począwszy od zakupu… roweru. Po kilku perturbacjach zakupowych i opracowaniu trasy zaczęliśmy odkrywać magiczny Wschód czyli moja pierwsza wyprawa rowerowa stała się faktem.

W sumie w trasie spędziliśmy 10 dni, z czego 6 dni pokonując ją na rowerach. Finalnie przejechaliśmy jakieś 530 km.

Dzień 1 – piątek

Ruszyliśmy pociągiem z Warszawy do Lublina, by potem, także pociągiem, dostać się do Zamościa. Tam, przy samej stacji kolejowej, trafiliśmy na przepiękny i zadbany park. Miejsce urokliwe i pełne magii, nawet w deszczu :)

FullSizeRender

Dzień 2 – sobota

Tutaj zaczęła się nasza rowerowa przygoda. Wyruszyliśmy z Zamościa, by po 120 km jazdy trafić do Czerwonogradu. Granicę przekraczaliśmy w Dołhobyczowie – nowoczesne przejście, z wydzieloną strefą dla rowerzystów i pieszych. Przedostanie się na stronę ukraińską zajęło nam dosłownie parę minut, nie mieliśmy żadnych problemów. W miejscowości Sokal spotkaliśmy Olega – przesympatycznego Ukraińca także zarażonego rowerową pasją. Od razu rozpoznał w nas Polaków – jak powiedział: „ubrani jak książka każe” . W samym Czerwonogradzie dzięki pomocy Pani z przepełnionego hotelu udało nam się znaleźć nocleg. Ten dzień pokazał nam cudowną gościnność Ukraińców.

1. zamość - czerwonograd
IMG_4270
FullSizeRender (1)

Dzień 3 – niedziela

Z Czerwonogradu ruszyliśmy do Lwowa. Osiem godzin zajęło nam przejechanie 100 km. Dla mnie był to moment przełomowy. Dojeżdżaliśmy do Wschodniej Wenecji sporo po zmroku. Byłam tak wyziębiona, że ledwo mogłam utrzymać dłonie na kierownicy, a zmarznięte stopy na pedałach. Dodatkowo przeszłam kryzys pokonując spore wzniesienie, które prawie mnie pokonało. Wtedy zmęczenie zrekompensował mi widok pięknie oświetlonego nocą Lwowa.

2. czerwonograd - żółkiew
3. zółkiew - lwów
IMG_0826

Dzień 4 – poniedziałek

Przyszedł czas na regenerację. Odpoczywaliśmy przechadzając się uliczkami chłodnego, ale magicznego Lwowa. Miasta z ogromnym potencjałem. Miejsca, które na moim Dziadku ponad 70 lat temu musiało zrobić ogromne wrażenie. Dla mnie zaś jest przestrzenią, którą chciałabym jeszcze poznać lepiej.

FullSizeRender

Dzień 5 – wtorek

Tego dnia trochę zmęczeni dziurawymi drogami i wdychaniem spalin podjęliśmy decyzję, że drugą część naszej wyprawy przeniesiemy do wschodniej Polski. Okazało się, że droga ze Lwowa do Przemyśla była w zdecydowanie lepszym stanie niż te, którymi mieliśmy okazję jechać wcześniej. Wtedy przyszedł czas na największe zaskoczenie wyprawy. Magiczny Przemyśl. Totalnie nie spodziewałam się, że to miasto będzie tak czarujące. Zamiast ruszyć od razu w poszukiwaniu noclegu zaczęliśmy jeździć po mieście, by nacieszyć oko pięknym wieczorem w królewskim mieście.

4. lwów - przemyśl
FullSizeRender

Dzień 6 – środa

Zauroczeni Przemyślem postanowiliśmy zostać tam na cały dodatkowy dzień. Odwiedziliśmy przepiękny stary Park Zamkowy, wchodziliśmy do pełnych przepychu grekokatolickich kościołów, „gubiliśmy się” pomiędzy urokliwymi przemyskimi uliczkami. Jeżeli szukacie uroczego, spokojnego miasteczka, do którego można wyskoczyć na weekend na przyjemny spacer, dobrą kawę – wyciszyć się i odpocząć od wielkomiejskiego szumu – całym sercem polecam Przemyśl! :)

prz

Dzień 7 – czwartek

Z Przemyśla pojechaliśmy do Sieniawy. Po drodze odwiedziliśmy arboretum w Bolestraszycach – 10 km od Przemyśla. Przepiękny ogród zachwyca bogactwem gatunków roślin. Miejsce, w którym człowiek odpoczywa bardziej. Mieliśmy tam też okazję schronić się przed deszczem w towarzystwie Marii Skłodowskiej – Curie :). Potem ruszyliśmy do Sieniawy. Kolejne magiczne miejsce na mapie naszej wyprawy. Uroczy pałac rodu Sieniawskich otoczony starym ogrodem. Budząc się w pałacu następnego rana, słysząc śpiew ptaków powiedziałam, że chyba jestem jakąś arystokratką – nigdzie nie spało mi się tak dobrze :)

5a. przemyśl - bolestraszyce
5b. bolestraszyce - sieniawa
IMG_0810
bolestraszyce

Dzień 8 – piątek

5 maja dotarliśmy do Horyńca Zdroju. Niewielka miejscowość uzdrowiskowa i idealne miejsce na długie spacery. Nas tutaj powitała wschodnia gościnność, która zatrzymała nas w Horyńcu na jeden dzień dłużej (choć absolutnie tego nie planowaliśmy) :)

5b. bolestraszyce - sieniawa
6. sieniawa - horyniec zdrój
miki

Dzień 9 – sobota

Tutaj sprawdzi się jedno słowo: odpoczynek :)

Dzień 10 – niedziela

Ostatni dzień wyprawy i moment, w którym trzeba było ponieść konsekwencje dnia poprzedniego  Musieliśmy dotrzeć z Horyńca do Zamościa, by złapać pociąg do Lublina. Przewidywane 60 km okazało się 80 kilometrami. Ponadto miałam wrażenie, że co chwilę musieliśmy pokonywać wzniesienia, a wiatr wiał nam prosto w twarz. Moją reakcją były soczyste wiązanki słowne :). Zdążyliśmy na dworzec 13 minut przed odjazdem pociągu, a gdy tylko do niego wsiedliśmy pomyślałam „chcę znowu na rower” :)

7. horyniec zdrój - zamość
FullSizeRender_1

Dzięki tej wyprawie bardzo dużo się nauczyłam. Była to zaskakująca podróż, która wielokrotnie skłaniała do refleksji. Pozwoliła mi poznać odrobinę naszego sąsiada i docenić walory Polski. Poza tym, że udało nam się zwalczyć część siedzących w nas stereotypów dotyczących Ukraińców (o tym możecie posłuchać tutaj), stało się coś jeszcze. Poznałam magiczny sposób podróżowania, który daje szansę mocniej chłonąć, doświadczać i cieszyć się tym, co mijamy na swojej rowerowej drodze. Polecam każdemu taką wyprawę. Bierzcie rowery i w trasę! :)

M.

***

At the beginning there was only an Idea. To visit Lvov. The two of us wanted to see that city. Then came a preposition to get there in any different way, not by a plane. To be more specific – on bikes. That way we’ve started preparations, starting from buying… a bike. After few troubles and planning our routes my first bike trip became a fact.

To sum up: we’ve spent 10 days on our trip, 6 days on bikes. In the end we’ve ridden 530 km.

Day 1 – Friday

We caught a train from Warsaw do Lublin, and then from Lublin to Zamosc. There, next to the train station, we found beautiful and trim park. Charming and magical place, even in the rain :)

Day 2 – Saturday

That was a day, when our bike adventure has started. We set out from Zamosc to ride 120 km on bike and get to Czerwonograd. We crossed border in Dolhobyczow – new border crossing, with separate route for bikes and pedestrians. It took us just few minutes, there were no problems. In small town called Sokal we’ve met Oleg – really nice Ukrainian guy, who rides bike also. He knew where are we from at once – he even said: “dressed like cyclist from a book” . In Czerwonograd thanks to help of a receptionist from full hotel – we finally found a place to sleep. That day showed us amazing hospitality of Ukrainians.

Day 3 – Sunday

From Czerwonograd we’ve ridden to Lvov. We needed 8 hours to ride 100 km. For me that was a crucial moment. We reached to the Eastern Venice after dark. I was cold, it was hard for me to keep my hand on handle bar and foot on pedals. Additionally I had a crisis during fighting with high acclivity. Finally found a compensation for my tiredness – a view of beautiful Lvov by night.

Day 4 – Monday

That was a time for regeneration. We’re relaxing by walking through streets of chilly, but magical Lvov. The city with great potential. A place, which had to be impressive for my Grandpa 70 years ago. For me it’s a space, which I’d like to discover more.

Day 5 – Tuesday

That day we’ve decided to spend the second part of a trip in Eastern Poland. We’re quite tired of roads with holes and breathing of exhaust fumes. It transpired that road from Lvov to Przemysl was better than roads of Ukraine which we knew before. Then there was a time for the biggest surprise of that trip. Magical Przemysl. I didn’t expect, that this town would be so charming. Instead of immediately looking for a place to stay – we’ve started riding through Przemysl’s streets – and enjoy the view of evening in king’s town.

Day 6 – Wednesday

Charmed by Przemyśl we’ve decided to stay day one day more. We visited beautiful and old park near to the castle, came to full of splendor Greek catholic churches, „get lost” between charming streets. If you’re looking for a lovely, calm town for a weekend, where you can walk in a beautiful space, drink coffee, soften and take a break from a urban rumble – I recommend Przemysl with my whole heart! :)

Day 7 – Thursday

From Przemysl we went to Sieniawa. On the way we visited arboretum in Bolestraszyce – 10 km from Przemysl. Beautiful garden with a lot of different species of plants. A place, when you relax more. We even had a chance to cover from the rain with a great company – Maria Skldowska-Curie :). Then we rode to Sieniawa. Another magic place on our trip’s map. Charming palace of Sienawscy family with amazing old garden. Waking up in palace next day I’ve even said that maybe I’m an aristocrat – I’ve never slept better :).

Day 8 – Friday

On 5th of May we came to Horyniec Zdroj. Small health resort and perfect place for walking. We experienced East hospitality, which stopped us in Horyniec for another day (although we didn’t plan it) :)

Day 9 – Saturday

Here we need just one word: relax :)

Day 10 – Sunday

Last day of our trip and moment, when we had to suffer consequences of last day  We needed to get from Horyniec to Zamosc to catch a train to Lublin. We’ve expected 60 km of riding, but it assumed to be 80 km. In addition – a lot of acclivities and wind full in the face. My reaction – spicy words  We reached a train station 13 minutes before our train approaching and just when I got to the train I thought: “I want to be on bike again” :)

Thanks to that trip I’ve learned a lot. It was adventure with a lot of surprises, which force me to reflection many times. It let me get to know our neighbor better and appreciate valuables of Poland. Instead of that, we were able to change some stereotypes inside us (you can hear about it here), something else happened. I got to know new, magic way of travelling – which gives a chance to better absorb, experience and enjoy everything, which we cross on our bike road. I recommend everyone these kind of trip. Take your bikes and just ride! :)

M.

Dodaj komentarz