PORTUGALIA POZA STREFĄ KOMFORTU – Z PORTO DO LIZBONY

Wracając w marcu z Lizbony obiecałam sobie, że wrócę tam jeszcze w tym roku. To miasto totalnie mnie oczarowało. Zakładaliśmy podróż na koniec Europy dopiero jesienią, ale nie wytrzymaliśmy – trafiliśmy tam na sierpniowe wakacje. I, co było oczywiste, czekała nas Portugalia poza strefą komfortu – podróż z Porto do Lizbony 🙂
Plan był taki: lecimy do Porto by, przemieszczając się wzdłuż Atlantyku, dotrzeć do Lizbony, odwiedzając po drodze Fatimę. Cel został osiągnięty, a w Portugalii zakochałam się jeszcze bardziej. Za co tak naprawdę tak lubię to miejsce?

Za ludzi
Otwartych i pomocnych. Wciąż wspominam rodzinkę, która zabrała nas „na stopa” do Fatimy. Nie mieliśmy nawet w planach zostawać w tym miejscu na noc, ale oni zachęcili nas swoją gościnnością. W ten sposób spędziliśmy cudowny czas, rozmawiając z małą Marią o Minionkach i próbując skomunikować się ze wszystkimi członkami rodziny za pomocą gestów 🙂 Bariera językowa nie jest żadną przeszkodą, jeśli naprawdę chcesz i potrzebujesz się z kimś porozumieć.

Za magiczne miejsca
Grono moich magicznych miejsc poszerzyło się dzięki eksplorowaniu Portugalii. Znalazłam „małą córeczkę” mojej ukochanej Lizbony – Coimbrę. Coimbra to urocze miasteczko uniwersyteckie, niegdysiejsza stolica kraju. Warto zobaczyć starą część miasta, położoną na kilku poziomach, szczególnie podczas zachodu Słońca.

Za ocean
To było moje pierwsze spotkanie z Atlantykiem. Pięknym, wzburzonym i zimnym. Trekking pustą plażą na południe od Nazare, podziwianie rozbijających i wzbierających się fal, złocisty piasek pod stopami. Patrzyłam na bezkres, słuchałam grzmotów rozpryskującej się wody i nabierałam pokory w stosunku do natury.

Za Fatimę
Miejsce, którego się obawialiśmy. Oczekiwaliśmy, że trafimy do większego Lichenia, ociekającego złotem, momentami wręcz przaśnością i męczącego dzikimi tłumami turystów. To chyba było największe zaskoczenie wyjazdu. Fatima stała się przystankiem pełnym spokoju i wytchnienia, skłaniającym do refleksji. Trafiliśmy na wielonarodowe nabożeństwo, w którym każdy odmawiał modlitwy w swoim języku. Piękny obraz namalowany poczuciem wspólnoty i wiarą.

Za podróżowanie inaczej
Mijając miejscowości turystyczne czuliśmy się momentami trochę wyobcowani. Nie byliśmy typowymi turystami. Nie wstawaliśmy rano po to, by zalec na plaży i jeść lody (choć i to nam się zdarzyło!). Pierwszego dnia trekkingu Słońce, pomimo kremów z filtrem, niemiłosiernie nas poparzyło. Przez cały wyjazd odczuwałam tego nieprzyjemne skutki. To też pokazało mi, że podróżowanie inaczej jest wymagające, zwłaszcza dla kobiety. A jednak ten wyjazd dał mi ogromną satysfakcję, dużo radości i, co najważniejsze, mobilizację do realizacji kolejnych planów.

Teraz plan jest taki, by do Portugalii wracać i czerpać garściami z jej energii 🙂

M.

***

When I was coming back from Lisbon in March, I’ve made a promise to myself that I will come back this year. This city totally charmed me. We supposed to go back there in autumn, bu we couldn’t wait – out trip happened in August. There was a plan: flight to Porto to, travelling along Atlantic Ocean, reach Lisbon, visit Fatima on our way. The goal was achieved, and I felt in love with Portugal even more than before. There are few reasons why I like that place so much.

People
Open and helpful. I still recollect memories about family, who took us to hitchhike to Fatima. We haven’t planned to stay there even for one night, but they convinced us by their hospitality. This way we spent wonderful time, talking with little Maria about Minions and trying to communicate with all family members by gestures 🙂 Language barrier is not a obstacle at all, if you really want and need to communicate with somebody.

Magic places
A list of places magical for me increased thanks to exploring Portugal. I found „little daughter” of my beloved Lisbon – Coimbra. It’s a lovely university town and a former capital city of Portugal. It’s worth to see the old part of the city on few levels, especially during sunset.

Ocean
It was my first meeting with Atlantic. Beautiful, rough and cold. Trekking at empty beach south of Nazare, admiring breaking and rising waves, gold sand below feet. I was staring at the boundlessness, listening booms of spattering water and taking in humility towards nature.

Fatima
A place, which we were afraid of. We were expecting to find another Lichen, maybe bigger, but also a place streaming of gold, campy and full of tourists – generally tiring. In the end it was the biggest surprise of all trip. Fatima became a stop full of calmness and respite, inclining to reflection. We hit to international service, everybody was praying in their own language. A beautiful picture with sense of community and faith.

Travelling differently
When we were passing tourist places we were feeling quite alienated. We weren’t typical tourists. We didn’t get up every morning just to lay on the beach and eat ice creams (although we’ve tried it also!). First day of trekking sun, despite of using sunblock, burned us unrelentingly. I felt unpleasant results of that till the end of our trip. It also shew me, that traveling in a different way is demanding, especially for a woman. Despite of that, this trip gave me a lot of satisfaction, joy and, the most important, mobilization to fulfill next dreams.

Now there is a plan to come back do Portugal and gain energy from that place 🙂

M.

Dodaj komentarz