TATRY W KWIETNIU CZYLI GDZIE SĄ TE SŁYNNE KROKUSY :)

Przy okazji powrotu zimy i przygotowywania się do mojej pierwszej dalekiej wyprawy rowerowej, zebrało mi się na wspomnienia kwietniowego weekendu w górach. Pojechałam w Tatry w kwietniu, by zobaczyć krokusy…

Wszyscy moi znajomi wiedzą, że jestem wielką wielbicielką kwiatów – jednym z moich marzeń było zobaczyć słynne pola krokusów w Tatrach. Przeznaczenie chciało, że Grupa turystyczna WĘDRUJEMY zorganizowała wyjazd o pięknej nazwie – „Wiosna w Tatrach. Krokusy i Gęsia Szyja”. Po zaproszeniu Mroczi – nie zastanawiałam się nawet przez chwilę.

Weekend w najwyższym paśmie Karpat można podsumować w kilku zdaniach.

Po pierwsze – okazuje się, że temat krokusów wcale nie jest taki prosty.

Przede wszystkim, że co roku zakwitają w innym momencie między trzecim tygodniem marca, a trzecim tygodniem maja. Nigdy nie wiesz, kiedy to się zdarzy. Poza tym – nawet jak już zakwitną, prawdopodobieństwo, ze spadnie śnieg, który je przykryje wynosi pewnie jakieś 90% :). I tak się właśnie stało w naszym przypadku. Nie zobaczyłyśmy pól krokusów, ale Tatry oczarowały nas jeszcze bardziej niż dotąd.

Po drugie – dobra rada: jeśli spodziewacie się, że biorąc udział w wydarzeniu, które znaleźliście na fejsie – będzie lajtowo… zastanówcie się dwa razy.

Pierwszego dnia przeszliśmy trasę z Siwej Polany, przez schronisko na Polanie Chochołowskiej, by dalej przez Iwaniacką Przełęcz i Halę Ornak przejść Dolinę Kościelską i skończyć trekking w Kirach. Razem prawie 19 km i 7 godzin marszu. A to był lżejszy dzień ;) W niedzielę robiliśmy wprawdzie krótsza trasę – bo niecałe 17 km, ale było zdecydowanie bardziej stromo. Od północnej strony wchodziliśmy na Nosal – 1206 m. n.p.m., by wspiąć się potem na Wielki Kopieniec, a na końcu – wejść na Gęsią Szyję. Wędrówkę dodatkowo utrudniał śnieg, często mocno już stopiony i śliski. W niektórych miejscach najskuteczniej było przemieszczać się na pośladkach. Dopiero czwartego dnia po powrocie przestałam mieć zakwasy :)

I po trzecie – kocham morze, ale coraz bardziej przekonuję się, że góry mogą być dla niego sporą konkurencją.

Obrazy, które mijałam, widoki, które podziwiałam – tego nie da się opisać słowami czy uchwycić na zdjęciach. To czuje się w pełni dopiero wtedy, gdy jesteś na szczycie, bolą Cię nogi i tyłek, a Ty całkowicie o tym zapominasz, bo po prostu… było warto tam wejść… :)

Dzięki temu wyjazdowi odkryłam, że trekking większej grupie też może być przyjemny. Zwłaszcza, gdy poznaje się ludzi z podobnymi pasjami i podejściem do życia. Już po głowach chodzi nam wspólny wypad na Rysy ;)

Dziękuję, Mroczi, za tę inspirację. Może było to swoiste pożegnanie z zimą – także, tak, Wiosno, przybywaj! Nie mogę się Ciebie doczekać :)

M.

17862587_1519383191483558_9062754922756859920_n

Capture

***

The winter is back, I’m in the middle of preparation for my first bike trip and… I’ve got some flashback from April weekend in Tatra mountains.

All my friends know that – I adore flowers. One of my biggest dream was to see famous crocus fields in Tatra mountains. That was destiny, that tourist group WEDRUJEMY organized a trip called – „Spring in Tatra. Crocuses i Gęsia Szyja”. When Mroczi invited me – there was no doubt I have to go!

The weekend in the highest mountain range in Poland I can sum up in few sentences.

First of all – it’s proves truth, that topic of crocuses is not so easy.

Above all – they bloom every year in different time between third week of March till third week of May. You never know, when it’s gonna happen. Beside of it – even if they bloom, the probability that the snow will fall and cover them amount something like 90%. And, of course, that’s what happened in our case. We didn’t see any crocus field, but Tatra mountains became more magical for us than ever.

Second of all – small advice: if you expect, that trekking will be easier, cause you found that event on Facebook (and it can’t be too hard) … – think twice.

During first day we came a path from Siwa Polana, through mountain hut on Polana Chocholowska, then through Iwaniacka Przelecz and Hala Ornak to Dolina Koscielska. We finish our trekking in Kiry. Together almost 19 km i 7 hours of walking. And that was an easier day ;) On Sunday we’ve made shorter route – almost 17 km, but it was much more pitched. From the north we conquered Nosal – 1206 m. above sea level, then we achieved Wielki Kopieniec and in the end – Gesia Szyja. Trekking was much more difficult because of a snow, really wet and slippery. There were some places, where the most effective way of moving was on… backside. Barely the fourth day after our coming back was first day without muscle soreness for me ;)

And third of all – I love seaside, but I’ve started to think, that mountains might be a competitor for it.

Pictures, which I was passing, landscapes, which I was admiring – it’s impossible to express it by words or capture in the photo. You can feel it when you’ve just conquered the peek, your legs and backside hurt, but you forget about it, cause… it was worth to get there… ;)

Thanks to this trip I discovered, that trekking in bigger group might be a pleasure. Especially, when I meet people with similar passions and life attitude. The are some plans in our minds of conquering Rysy some day;)

Thank you, Mroczi, for this inspiration. Maybe it was kind of saying goodbye to the winter for me – yes, please, Spring! Come here! I’m looking forward to see you! :)

M.

Dodaj komentarz